Wrażenia z God Slayer: The Last Airbender spotyka Assassin's Creed
Pathea Games ożywia to, co wygląda na niesamowite widowisko, swoją nadchodzącą grą akcji.
Nie byłem do końca pewien, czego się spodziewać, gdy zostałem zaproszony na wczesną prezentację nadchodzącego RPG akcji The God Slayer od Pathea Games. Wtedy nie znałem nazwy gry, tylko wiedziałem, że twórcy rodzinnej serii My Time zmierzają w ciemność, by stworzyć nowy typ gry, wykorzystując swoje wieloletnie doświadczenie, by stworzyć projekt zupełnie inny niż wszystko, co wcześniej robili pod marką Pathea.
The God Slayer zdecydowanie spełnia te kryteria. Już z samego tytułu można wyobrazić sobie główny cel gry. Zabijasz bogów. Nie tylko dlatego, że chcesz lub jesteś zły jak w God of War, ale dlatego, że masz dość tego, że bóstwa powyżej traktują ludzi jak mrówki. Dlatego dołączasz do ruchu oporu, stając się maskowanym mścicielem, który używa mocy żywiołów, by dorównać siłom bogów. Akcja rozgrywa się w świecie steampunkowym inspirowanym Azjaty, a The God Slayer różni się od wielu gier, które widzimy na dzisiejszym rynku, i od razu wciągnął mnie w oczach po przejściu przez demo rozgrywki.
Warto od razu zaznaczyć, że nie grałem w The God Slayer. Gra wydaje się być na bardzo wczesnym etapie, ale wciąż przyciąga przyciąganie dzięki filmowemu widowisku. W pewnym sensie przypomniało mi się, gdy po raz pierwszy usiadłem do prezentacji mało znanej gry o nazwie Clair Obscur: Expedition 33 na Gamescom 2024. Wtedy byłem pod wrażeniem, ale sceptyczny, jak realistyczne będzie to doświadczenie w porównaniu z demem. Pod wieloma względami czuję podobnie wobec The God Slayer, bo Pathea Games naprawdę wygląda na to, że coś tu zmierza.
The God Slayer nosi swoje inspiracje na dłoni. Opanowałeś wszystkie pięć żywiołów (ogień, woda, ziemia, metal i drewno) i możesz używać ich najlepiej, jak potrafisz, w dynamicznej akcji, gdzie kosisz przeciwników pięściami ognia, odrzucasz ich ogromnymi głazami lub wyczarowaną metalową bronią, albo zamrażasz i kontrolujesz mocami wody. Szczegółowe animacje i efekty mogą być nieco efektowne, ale ich imponujące wizualizacje sprawiają, że walka będzie efektowna i tematyczna. Mieszanie i łączenie elementów wygląda na świetną zabawę, a widać, że Pathea rozwinęła ten system wykraczający poza to, by każdemu elementowi nadawać inną warstwę farby.
Zanim przygotujemy się do uderzenia sług złych bogów, przyjrzałem się rozległemu miastu gry i niektórym elementom poruszania się. Nie mieliśmy okazji zobaczyć wyboru gracza oferowanego w zadaniach pobocznych w The God Slayer, ale zapewniono mnie, że gracz będzie mógł wykonywać misje poboczne w swoim stylu w finalnym produkcie. Misja demonstracyjna polegała na tym, że protagonista zaatakował boga u podstawy swoich operacji, jak się wydawało. Poruszanie łączy parkour w stylu Assassin's Creed z dużymi skokami i pomocą kilku żywiołów, tworząc ciekawą mieszankę, która nie wprowadza żadnych zamieszaniów co do inspiracji, lecz wykorzystuje je najlepiej, jak potrafi. Samo miasto to główny otwarty świat i wygląda idealnie na godziny spędzone na bieganiu po dachach lub bieganiu między pobliskimi zaułkami. Dobra mieszanka mapy jest na tyle otwarta, by warto eksplorować, ale nie na tyle, by zastanawiać się, czy warto spędzać 15 minut marszu na północ.
Miło było też widzieć moce żywiołów używane poza walką. Dachówki mogły zostać zrzucone na wroga poniżej lub wyrwać mu stopy spod niego. Kawałki metalu można było podnieść i rzucić w grupę. Te ptaki nie przeciążą ekranu, jak mi powiedziano, ale pozwolą graczowi doświadczyć swoich mocy poza efektownymi animacjami walki. To prawdziwa zaleta w ożywieniu świata The God Slayer, bo przypomniało mi to o tym, jak Control pozwala graczowi manipulować swoimi mocami, niezależnie od tego, czy tego potrzebuje, czy nie.
Ponieważ demo jest dość krótkie, w The God Slayer pozostaje wiele do zobaczenia. Narracja na przykład wydaje się bliska, ale może trochę schematyczna w porównaniu z tym, co widzieliśmy do tej pory. Nie dało się stwierdzić, jak głęboko sięgają systemy RPG, ale powiedziano mi, że pozwalają na różne buildy graczy i oferują bogate interakcje społeczne z NPC-ami. Tam, gdzie The God Slayer naprawdę błyszczy, i to, co naprawdę mnie wciągnęło podczas prezentacji, to widowisko gry. W pewnym sensie przypomina Black Myth: Wukong, jako grę, która jest tak odważna w swoim filmowym stylu, że patrzy się na nią z dużym podziwem. Na pewno przyciągnie uwagę dzięki klipom w mediach społecznościowych, ale pozostaje mieć nadzieję, że Pathea Games stworzyło doświadczenie, które nie tylko świetnie wygląda. Kiedy już się pojawi, będę podekscytowany, by zobaczyć więcej The God Slayer.









