Gamereactor



  •   Polski

zaloguj się
Gamereactor
recenzje
Tomodachi Life: Living the Dream

Tomodachi Life: Living the Dream

Nintendo przywróciło klasyczne postacie Mii w symulacji życia, gdzie wszystko opiera się na kreatywności i osobowości.

HQ

Kiedy Nintendo po raz pierwszy wypuściło swoje klasyczne awatary Mii, w moim świecie były one niespodziewanie przyjemną rozrywką – moje rodzeństwo i ja często siadaliśmy i odtwarzaliśmy różne postacie oraz osobowości z różnych kontekstów, by potem zmierzyć się z nimi w meczu baseballowym w Wii Sports. Sam sport nie był najważniejszy; zabawa polegała na siedzeniu i komentowaniu meczów, w których na przykład Chicken Little zdobył home runa po tym, jak Nikki Sixx źle rzucił piłkę, co doprowadziło do tego, że postać z mangi Yotsuba, Kenny z South Park oraz "boomer" z Left 4 Dead biegali po bazach i zdobywali kilka punktów dla gospodarzy. Wii Sports prawie nigdy nie polegało na graniu w sport, lecz o obserwowaniu, jak te różne postacie ze sobą wchodzą w interakcje, a do pewnego stopnia o tworzeniu zabawnych narracji, z którymi mogliśmy się angażować. Geniusz tej koncepcji tkwił w jej prostocie, gdzie Nintendo znalazło sposób, by uwolnić naszą kreatywność przy użyciu stosunkowo ograniczonych narzędzi. Chodziło o obraz, który projektowaliśmy na postaciach, które odtwarzaliśmy, i pamiętam, że pomyślałem, iż moglibyśmy zrobić o wiele więcej, gdyby nasze możliwości tworzenia postaci były choć trochę bardziej rozległe.

Nintendo było o krok przed nimi i kilka lat później wypuściło symulator życia Tomodachi Life na 3DS, i choć niestety przeszedł mi to niezauważone, teraz wreszcie mogłem wrócić i spełnić marzenia o Mii w grze, która skupia się całkowicie na tym, co chcieliśmy osiągnąć w Wii Sports; A mianowicie, pozwalając kreatywności płynąć i obserwując, jak moje małe dzieła wchodzą ze sobą w interakcje jako przyjaciele.

Tomodachi Life: Living the Dream
Witamy na wyspie! Tutaj na zmianę prowadzimy program!

W Tomodachi Life: Living the Dream chodzi o budowanie własnej społeczności unikalnych osobowości na wyspie, którą otrzymujesz od razu po rozpoczęciu gry. Od samego początku byłem pod wrażeniem możliwości nie tylko nadawania wspólnego domu swoim postaciom Mii, ale także personalizacji sposobu jego wymawiania. W rzeczywistości, gdy trzeba stworzyć imię lub zaprojektować hasło, najpierw muszę je wpisać w zwykłym tekście, a potem, w nowym wersie, zdecydować o wymowie. Jest to szczególnie przydatne, gdy chcę wprowadzić szwedzkie znaki lub wyrażenia na wyspie, a choć wymowa moich postaci Mii rzadko jest idealna, różnica językowa nigdy nie przeszkadza moim twórczym wysiłkom. Aby jasno określić moją rolę przywódcy wyspy, postanowiłem, że zwracają się do mnie "Kapitanie", ale za każdym razem, gdy Mii próbuje wymówić moje imię, musi zwracać się do mnie "O Kapitanie, mój Kapitanie". Proste, a jednak tak zabawne.

To jest reklama:

A skoro mowa o Miis, to właśnie w te małe urocze postacie Nintendo włożyło niemal całą swoją energię w Tomodachi Life: Living the Dream. Pierwszą rzeczą, która dzieje się po przybyciu na mój osobisty kontynent, jest to, że mogę stworzyć swojego pierwszego rezydenta; Ozzy Osbourne. Nie trzeba dodawać, że narzędzie do tworzenia postaci ewoluowało od czasów Wii, ale gdy po raz pierwszy przeglądałem menu oczu, nosów, włosów i innych cech fizycznych, wciąż czułem w sercu odrobinę radości, widząc, ile miłości i osobowości potrafię przenieść do moich małych kreacji. Mam do dyspozycji prawdziwą galerię opcji, gdzie mogę też w dużej mierze modyfikować i dostosowywać rysy twarzy moich postaci, aż jestem całkowicie usatysfakcjonowany.

Tomodachi Life: Living the Dream
Czasem nasi bohaterowie znajdują się w dziwnych sytuacjach...

Postać to coś więcej niż tylko wygląd, o czym Nintendo doskonale wie, więc zanim Ozzy mógł zostać wypuszczony na wyspę, musiałem zaprojektować jego osobowość. Odpowiadając na pytania, które nie wydawały się zbyt odległe od klasycznego testu osobowości, jego postać zaczęła nabierać kształtu. Głos to kolejna kluczowa cecha każdej unikalnej osobowości, i choć uważam, że absolutnie wszystkie Mii brzmią zbyt mechanicznie jak na mój gust, doceniam, że mogę dostosować wszystko – od wysokości głosu po intonację, tak by każdy głos każdej postaci miał szansę znaleźć własny, unikalny ton.

Gdy Ozzy odnajduje swoją tożsamość, zostaje w końcu wypuszczony na małą wyspę, a ja mogę doświadczyć podstawowych mechanik Tomodachi Life. Chodzi o pragnienia, marzenia i rozwój moich postaci Mii, gdzie rozwój zarówno kontynentu, jak i każdej postaci zależy od spełniania życzeń i potrzeb mieszkańców w taki czy inny sposób. Nagrody za rozwijanie moich Miis nigdy nie są szczególnie wielkie. Zamiast tego każdy zaawansowany poziom pozwala mi zidentyfikować nowy element układanki w osobowości wybranej postaci. Każda nagroda wydaje się dość skromna pod względem zakresu, ale budzi we mnie chęć dalszego inwestowania w moje małe postacie, aby w dłuższej perspektywie mogły stać się zupełnie unikalnymi postaciami. Niezależnie od tego, czy wybieram charakterystyczny styl chodzenia, czy tworzę własne hasło, które postać powtarza za każdym razem, gdy coś je, czuję, że luki w zagadce osobowości są powoli, ale nieuchronnie wypełniane. Jeśli chodzi o projektowanie nowych zdań i zwrotów, które moje Mii zaczynają używać na co dzień, to niespodziewanie zabawne, a pierwsze kilka razy, gdy słyszałem, jak Ozzy mówi "Chciałbym, żeby podali nietoperze" zanim zajadł się lunchem, nie mogłem powstrzymać śmiechu.

To jest reklama:
Tomodachi Life: Living the Dream
Walt Disney potrzebuje trochę pomocy...

Gdy na wyspę przybywają nowi mieszkańcy, zaczyna się kształtować małe miasteczko, z budynkami mieszkalnymi i różnymi sklepami, gdzie często mam kolejne możliwości kreatywności. Cechy osobowości to nie jedyna rzecz, którą można dostosować, bo z czasem mam też okazję projektować wszystko – od ubrań po rzeczy osobiste. Narzędzia używane do tworzenia są dość skomplikowane i zajmują trochę czasu, ale ostatecznie uważam, że warto się starać, bo poziom szczegółowości, jaki można osiągnąć przy odrobinie pracy, zdecydowanie jest wart zachodu. Widok moich mieszkańców wędrujących w osobiście zaprojektowanych strojach i wybierających różne unikalne drobiazgi bardzo wzmacnia poczucie żywego, osobistego świata. Im więcej czasu poświęcam na tworzenie nowych detali, tym bardziej wyspa wydaje się moją własną, unikalną kreacją.

Jako lider kontynentu, naturalnie to na mnie spoczywa rola urbanisty rosnącej społeczności moich mieszkańców. Wraz z przybywaniem większej liczby osób rośnie rozmiar wyspy, a podobnie jak w przypadku pojedynczych postaci, mam możliwość kształtowania świata według własnych upodobań. Moim zdaniem jednak to najsłabsza strona Tomodachi Life, bo często uważam, że za każdym razem jest to trochę uciążliwe, gdy muszę przerabiać układ, by zrobić miejsce na nowy sklep lub inne rozszerzenie. Gra również nalega, żebym od razu postawił nowo odblokowany budynek, gdy tylko stanie się dostępny, bez możliwości wcześniejszej zmiany miejsca w centrum miasta. Jeśli zdecyduję się pozwolić grze sama zdecydować o lokalizacji, zwykle wybiera pierwszą dostępną przestrzeń, co na przykład może skutkować tym, że duża piaszczysta plaża wyspy będzie wykorzystywana jako magazyn, dopóki nie wymyślę bardziej rozsądnego rozwiązania.

Tomodachi Life: Living the Dream
Czasem zostajemy wrzuceni w krótkie mini-gry. Tutaj Ozzy Osbourne i Greta Thunberg rywalizują, kto najlepiej potrafi zakręcić małą Gretę.

Jak napisałem we wstępie, moja przyjemność z Tomodachi Life: Living the Dream nie polega na mechanice rozgrywki, lecz na interakcjach między postaciami, tak jak było to w Wii Sports wiele lat temu. Ogólnie rzecz biorąc, Nintendo całkiem dobrze oddaje żywiołową atmosferę różnych osobowości, które się spotykają i ze sobą wchodzą ze sobą w interakcje, ale mimo to nie mogę pozbyć się wrażenia, że czegoś brakuje. Gdy przyzwyczaję się do wszystkich osobistych powiedzonek, unikalnych stylów ubierania i przezwisk, czuję, że iluzja nie jest do końca. Moje Mii zazwyczaj trafiają w mniej więcej te same sytuacje i mówią sobie mniej więcej to samo, co ostatecznie sprawia, że wszystko zaczyna wydawać się powtarzalne i trochę przewidywalne. Interakcja działała lepiej, gdy w mojej głowie były tylko pomysły, a gdy zaczynam dostrzegać szwy, tęsknię za tym poczuciem życia, które dla mnie było całym sensem tego doświadczenia... Przynajmniej fundamentalnie. Może to niesprawiedliwe porównanie Tomodachi Life: Living the Dream z samą ideą osobistej i dynamicznej społeczności, ale właśnie tam się kończy.

Pomimo uroku swojej prostoty, projekt Mii nie jest najmocniejszą stroną Nintendo; Moim zdaniem jest to raczej anonimowe. Zwłaszcza w porównaniu z innymi ikonami giganta gier, które zwykle cechują się zarówno kolorami, jak i formalną genialnością, świat Mii jest dość płaski i ostatecznie wydaje się nieco nudny do zamieszkania z czysto estetycznego punktu widzenia. Po prostu staje się trochę zbyt nijaka, a jeśli, tak jak ja, szukasz tej unikalnej interakcji między postaciami, myślę, że pójdziesz dalej, grając coś w stylu The Sims.

Tomodachi Life: Living the DreamTomodachi Life: Living the Dream
Ostatecznie wszystko sprowadza się do przyjaciół, których poznajemy po drodze.

Ogólnie uważam, że ważne jest, by oczekiwania były rozsądne, a jeśli mam założyć, że to seria, która powstała jako darmowy gadżet na Wii, to naprawdę fajnie jest zobaczyć, jak Nintendo chce budować na wszystkich swoich markach, nawet jeśli na początku mogą być niespodziewane. Warto też dodać, że głównie cieszyłem się Tomodachi Life: Living the Dream podczas dłuższych sesji na kanapie, choć z perspektywy czasu mogę sobie wyobrazić, że to gra znacznie lepiej przystosowana do przenośnych gier w krótkich seriach.

Chociaż mój czas spędzony z Ozzym i jego przyjaciółmi nie był całkowicie bezbłędny, moje doświadczenia są mimo wszystko pozytywne. Tomodachi Life: Living the Dream jest przytulne i pełne twórczej radości dla każdego, kto poświęci czas na zbudowanie społeczności Mii z osobowością. Uważam, że wymaga to sporej wyobraźni z twojej strony jako gracza, by w pełni wykorzystać to doświadczenie. Nie mam na myśli tylko chęci tworzenia wizualnej, ale także ogólną koncepcję tego, kim są twoje postacie i jak powinny wyglądać ich relacje z innymi mieszkańcami. W zasadzie zbuduj własną historię i zobacz, co się stanie. Dla mnie Tomodachi Life: Living the Dream to przede wszystkim świetne narzędzie do kreatywnego myślenia, podczas gdy to my jako gracze decydujemy, co chcemy stworzyć.

07 Gamereactor Polska
7 / 10
+
Jest dużo możliwości personalizacji większości rzeczy. Dużo opcji personalizacji. To sprytny sposób, by sprawdzić, jak wymawia się słowa i imiona.
-
Trochę nudny projekt. Brakuje mu głębi. Mechaniczne głosy.
overall score
to ocena naszych redaktorów. Jaka jest Twoja? Wynik ogólny jest średnią wyników redakcji każdego kraju

Powiązane teksty



Wczytywanie następnej zawartości