The Legend of Vox Machina: Sezon 4
Bohaterowie Tal'Dorei wracają, by wyruszyć na swoją najniebezpieczniejszą i najbardziej wymagającą przygodę.
Już od pierwszych pięciu minut odcinka pilotażowego w 2022 roku, The Legend of Vox Machina jasno pokazało, że chce stworzyć epicką fantazję z czymś wyjątkowym. Na ich sposób. Grupa najemników i nieoczekiwanych bohaterów walczyła z wszelkiego rodzaju wrogami, spiskami i złoczyńcami podczas swoich podróży po świecie Exandrii, do tego stopnia, że na początku czwartego sezonu grupa wydawała się osiągać absolutnie wszystko. Po pokonaniu smoków Chromatycznego Konklawe, które niemal zniszczyły świat w pierwszej części serii, Vox Machina staje teraz przed pokojem i dążeniem do realizacji własnych celów niż grupy.
I to jest ważne, ponieważ ton, jaki znajdujemy w Vox Machina, to rozproszona i rozbita grupa, która rok po pokonaniu smoków żyje w względnym spokoju. Percy i Vex prowadzą luksusowe życie w swojej rezydencji w White Rock, podczas gdy Vax i Keileth podróżują po świecie, kończąc próby ukończenia rytuału Aramenté i kulminacją w wstąpieniu Kiki do Głosu Burzy jej ludu Ashari, podczas gdy łotrzyk czuje swój koniec, z powodu dziwnej choroby, na którą cierpi, zbliża się coraz bardziej. Grog i Pike topią nudę i smutki w tawernie za tawerną, niepewni, co robić, podczas gdy Scanlan zaginął wraz z córką, niewiele chcąc wrócić do życia pełnego ryzyka, które prowadził z innymi. Czas rozwinąć wątki fabularne i rozpocząć zamykające rozdziały w przygotowaniu do zakończenia przygody.
Vox Machina nie mogła długo pozostać rozdzielona, a teraz nad całym światem wisi nowe zagrożenie — znacznie bardziej niebezpieczne i mniej namacalne. Kult Prawdy, który czci istotę znaną jako Szeptac, stopniowo przejmuje kontrolę nad wrażliwymi umysłami mieszkańców Exandrii. Jej wyznawcy wydają się być przesiąknięci dziwnym rodzajem magii, która chroni ich przed śmiercią, bez względu na powagę ran, a grupa naprawdę jest tu przyciśnięta do ściany. Są straty, są łzy i jest prawdziwe poczucie, że tym razem może się nie wyjść tak, jak znają to stworzenia (jak znani są fani sesji Critical Role), bo najlepszym sposobem, by zachęcić wszystkich do obejrzenia tego genialnego serialu animowanego, jest to, że postanowili wyobrazić sobie niektóre wątki fabularne w inny sposób. To prowadzi do kilku momentów, które zaparły mi dech w piersiach.
Czwarty sezon Vox Machina to początek końca, który nadejdzie (to już więcej niż potwierdzone) w piątym sezonie, który Critical Role już produkuje. Trzecia partia odcinków, mimo że podniosła ambicje i jakość animacji (i znów podniosła poprzeczkę), rozczarowała niektórych z powodu zamieszania fabularnego i nijakiego zakończenia. Musimy jednak pamiętać, że naprawdę trudno jest przenieść doświadczenie fabularne na stole, takie jak oryginalna gra Dungeons and Dragons od Critical Role, na Vox Machina, które w animowanych odcinkach trwa nieco ponad 10% jego czasu. Nie zawsze można utrzymać wszystko na ekranie, ani nie można zignorować potrzeby nadania kontekstu światu obcego zwykłemu widzowi. Jednak podczas gdy w poprzednich sezonach wątki były rozciągnięte, ten czwarty sezon obrał wolniejsze i bardziej skupione podejście, przenosząc narracyjny ciężar świata bezpośrednio na postacie.
Wszyscy członkowie Vox Machina mają znacznie więcej czasu ekranowego samodzielnie, z wyjątkiem Scanlana, który pojawia się ledwie w kilku odcinkach głównej historii, ale jego rolę przejmuje czarujący Taryon Darrington, nowy członek grupy. Chociaż w oryginalnej grze stołowej tę postać grał Sam Riegel, tutaj rolę tę przekazał pięciokrotny laureat Emmy, Wayne Brady, który uczynił tę postać swoją. A po kilku odcinkach wygląda na to, że narcystyczny i naiwny artysta zawsze był z innymi. Większą uwagę zyskali także członkowie, którzy wcześniej oddawali światło reflektorów innym. Na przykład Vex i Percy są teraz mniej za kierownicą, a to historie Groga, Keletha, Vaxa i przede wszystkim Pike'a kierują narracją.
Dubbing to nie jedyna rzecz, która wyróżnia się w tym sezonie; choć Brady jako Taryon to jeden z najciekawszych momentów, warto wspomnieć także o Andym Serkisie w jego roli, który od razu staje się jedną z moich ulubionych postaci. Są też momenty, zwłaszcza w ostatnim odcinku, gdy rozgrywa się kulminacja, gdzie ścieżka dźwiękowa Neila Acree znów błyszczy w całej swojej okazałości, a oczywiście sekwencje akcji zostały dopracowane, tworząc naprawdę imponujące sceny, w których CGI jest bez zarzutu. To D&D w najlepszym wydaniu, a postacie zachowują się odpowiednio. Po obejrzeniu dwunastu odcinków tego przedostatniego sezonu, mogę tylko odliczać dni do finału sezonu, by dać tym postaciom, które tak wiele wdały telewizji, a których duchowi spadkobiercy w The Mighty Nein mają jeszcze długą drogę do osiągnięcia tego serialu.











