Star Wars: Maul - Shadow Lord - Odcinki 1 i 2
Twój ulubiony Lord Sithów powraca w animowanej produkcji, która mniej skupia się na Rebeliantach i Imperium czy Jedi i Sithach.
Chociaż będę jednym z pierwszych, którzy zgodzą się, że Gwiezdne Wojny utknęły w pewnym kreatorskim impasie, skupiając zbyt dużo czasu na bardzo konkretnym i dość krótkim okresie czasowym, mimo że ma do dyspozycji całą galaktykę i linię czasową możliwości, to jest to równie prawda, jak i fakt, że, nieco sprzeczne, wciąż istnieje ogromny potencjał do wykorzystania w tej i tak bardziej zwięzłej części mitologii Gwiezdnych Wojen. Star Wars: Maul - Shadow Lord z pewnością wydaje się być kolejnym dobrym przykładem tej drugiej prawdy.
Obraz został namalowany na płótnie, które było używane wielokrotnie wcześniej. Okres pomiędzy odcinkami 3 a 4, momentem, w którym Imperium nadal kontroluje galaktykę, przesuwając i zakłócając klimat polityczny i społeczno-ekonomiczny. Każdy fan Gwiezdnych Wojen zna ten okres i założenie, podobnie jak nasz "bohater" w tej najnowszej historii. Maul wraca, porzucając Dartha i stając się bardziej bossem przestępczym, co widzieliśmy w The Clone Wars i innych animowanych projektach po Mrocznym Widmie. Podobnie jak Maul musiał się poskładać po walce z Qui-Gonem Jinnem i Obi-Wanem Kenobim wiele lat temu, tutaj widzimy, jak były Lord Sithów odbudowuje swoją przestępczą sieć po tym, jak wszystko się zawaliło pod koniec Wojen Klonów, co podejmuje się, jednocześnie pracując nad kolejnymi etapami swoich planów zemsty na Darth Sidiousie (Cesarzu). I to jest zasadniczo założenie, na którym skupia się Maul - Shadow Lord; zemsta i odrodzenie.
W pewnym sensie to godna podziwu struktura narracji, bo nie wpada w pułapkę przesadnie używanego wzorca Star Wars, który widzimy gdzie indziej. Znowu, nie ma prawdziwego bohatera w tej historii (chyba że liczyć postacie drugoplanowe), a fabuła nie dotyczy walki dobra ze złem. To bardziej Imperium Promenady czy Kraina Mafii niż tradycyjne Gwiezdne Wojny i to chyba jest jego największa siła.
To też wyraźnie bardziej dojrzały serial animowany Gwiezdne Wojny. Oczywiście młodzi nadal będą spokojnie oglądać, ale jest tu więcej dla starszych i bardziej doświadczonych fanów, którzy mogą to docenić i naprawdę się nimi cieszyć, w przeciwieństwie do tego, co często było wymyślane na przykład w The Bad Batch, gdzie wydawało się, że niektóre wątki fabularne miały dać dziecku jakąś lekcję, a nie być po prostu rozrywkową akcją science fiction.
Ponadto, mając Maula jako protagonistę, uzyskujemy dobrą równowagę między akcją mieczem świetlnym i użyciem Mocy, bez tego, by serial był skupiony wyłącznie na Jedi i Sithach, albo wcale o nich. To jest środek pośredni i choć może się to zmienić wraz z kolejnymi odcinkami, to na ten moment panuje tu zabawna i odświeżająca równowaga.
Star Wars zawsze zapewniało świetne kiercowanie artystyczne i sceny scen, a tutaj nie można się zastanowić. W tym serialu jest też ogromna aura i charyzma, artystyczna i reżyserowana wizja, która pozwala zrozumieć kluczowe cechy głównych postaci bez konieczności ich poznania. Nie zrozumcie mnie źle, wciąż jest mnóstwo wszechobecnych "pułapek" Gwiezdnych Wojen, czy "tradycji", jak niektórzy mówią, w tym obecność osobliwego (w tym przypadku dość sadystycznego) droida, postać pełniąca rolę czystego komicznego odrywka i efektu Bathosa, oraz styl animacji, który zaczyna wydawać się zbyt przewidywalny i nadużywany. Więc nie jest to wcale idealne, ale Maul - Shadow Lord już wiele dobrze zrobił.
Więc to zdecydowanie mocne otwarcie. Pozostaje mieć nadzieję, że serial utrzyma ten poziom jakości, gdy kolejne odcinki się pojawią, ostatecznie dostarczając pamiętny i ekscytujący finał na czas Dnia Gwiezdnych Wojen.




