Resident Evil Requiem
Capcom flirtuje z akcją i horrorem w najnowszym rozdziale tej bogatej serii, w której Leon S. Kennedy występuje u boku nowej gwiazdy Grace Ashcroft.
Co za przejażdżka. To najlepszy możliwy sposób, by zacząć tę recenzję. Capcom po raz kolejny udowodnił, dlaczego Resident Evil pozostaje ulubioną i cenioną serią fanów, być może także horrorem z gatunku gier, według którego należy oceniać wszystkie pozostałe. Dla potrzeby tej recenzji nie zamierzam owijać w bawełnę; Najnowszy, dziewiąty główny rozdział, Resident Evil Requiem, to fantastyczny przykład, dlaczego ta seria wciąż kwitnie – to naprawdę wspaniałe doświadczenie, które sprawi, że będziesz się uśmiechać z radości, drżeć ze strachu i zaciąć pięść w powietrze z ekscytacji. Ale to, że spełnia wszystkie te podstawowe zasady, nie oznacza, że Requiem jest niezachwianym rozdziałem, bo ma swoje wady i pęknięcia. Jednak jeśli zabawa jest sposobem oceny gry wideo, ta gra oferuje ją w obfitości.
Widzisz, tak naprawdę nie zazdroszczę Capcomowi i zadania, jakie mają przy tworzeniu nowych gier z serii Resident Evil. Mówię to, ponieważ seria ma w zasadzie dwie szkoły myślenia: jedna skupia się na strachu i byciu na łasce śmiercionośnych potworów, często napędzanych miłością do Resident Evil 2, a druga pragnieniem, by walczyć z tymi potworami jako nieustraszony gwiazdor akcji w stylu lat 80., głównie napędzany miłością do Resident Evil 4. Mając to na uwadze, stworzenie gry Resident Evil nigdy nie jest prostym zadaniem, ponieważ seria musi nadal zaspokajać potrzeby tych dwóch odbiorców, co jest bardzo, bardzo widoczne także w Requiem.
Początkowa faza tej gry, pierwsze kilka poziomów w hotelu Wrenwood i klinice oferują jedne z najlepszych momentów o tematyce horroru, jakie seria kiedykolwiek dostarczyła. Grace Ashcroft to świetna bohaterka, ale to atmosfera, projekt poziomów, zwarta ekonomia amunicji, typy przeciwników i przytłaczające poczucie zagrożenia sprawiają, że te elementy gry wyróżniają się na różnicę. W ciągu pierwszych kilku godzin zacząłem mieć wrażenie, że Capcom zaprojektował Requiem bardziej jako hołd dla Resident Evil 2 (coś, co bardzo ze mną przemawia), stawiając horror i strach ponad akcję, mimo że grywalnym protagonistą jest też Leon S. Kennedy. Ta część gry jest wyjątkowo dobrze dopracowana, spełniając wszystkie charakterystyczne elementy serii, takie jak kompaktowy ekwipunek i ograniczone zarządzanie zasobami, cofanie się i postępy w stylu Metroidvania, wciągające, ale nigdy nie przesadnie trudne zagadki oferujące wartościowe nagrody, a jednocześnie ten dręczący strach podąża za tobą i sprawia, że martwisz się o każdy zakątek, pęknięcie, a szczelina może się ukryć. Ta część Requiem to klasyczny Resident Evil w najlepszym wydaniu, pokazując, że gdy jest w najlepszej formie, niewiele serii dorównuje temu, co potrafi osiągnąć ten tytan.
Ale potem wszystko się zmienia w miarę rozwoju historii, gdy Leon przejmuje stery od Grace. Niezależnie od tego, czy wędrujesz po korytarzach kliniki, czy po zrujnowanych ulicach Raccoon City, być może twój ulubiony bohater Resident Evil powraca, gdy fani Resident Evil 4 go znają i kochają, zabijając zombie i potwory bez skrupułów i kopiąc w osi wszystko, co mu nie odpowiada. To ogromna różnica od rozdzierających serce etapów horroru jako Grace, bo Leon jest aktywnie zachęcany do pokonania wszystkiego, co choć trochę złowrogie, serwując sceny akcji i sceny dorównujące nawet tym, które oferowały bardziej dynamiczne rozdziały serii. Jeśli wolisz bardziej horrorowe podejście, może ci to przeszkodzić, ale działa naprawdę skutecznie – zarówno jako wytchnienie od miażdżących fragmentów strachu, jak i dlatego, że Leon pozostaje ponadczasową i doskonałą postacią po tylu latach. Jego żarty i żarty bohatera akcji, niezłomna determinacja i nieustraszona natura, niekończąca się walka o ochronę tych, którzy potrzebują jego siły – Leon to niezwykle godny podziwu bohater, z którym nie sposób nie pokochać ponownego spotkania.
Oczywiście, są momenty, gdy uważam, że Capcom przesadza, podobnie jak w Resident Evil 4 są sceny, które wydają się zbyt absurdalne nawet dla Resident Evil. Choć uwielbiam walczyć z zombie z piłami łańcuchowymi i zmutowanymi plamami ciała jak Leon, oglądanie naszego bohatera akcji w pościgu motocyklowym z dużą prędkością, najbardziej przypominającym pierwszą walkę Clouda z Roche'em w Final Fantasy VII, wydaje się to zbyt polaryzujące jak na to, czym Requiem chciało być.
Podobnie, z perspektywy rozgrywki, zawsze są pewne niedociągnięcia, które chciałbyś dopracowane, czy to pewne zagadki, które wydają się zbyt niejasne nawet dla własnego dobra, ekonomia przedmiotów, która czasem sprawia, że biegasz przez obszary z desperacji z powodu braku narzędzi, a także walki z bossami w Requiem pozostawiają trochę do życzenia w porównaniu do poprzednich rozdziałów. Wiem, że stalkerzy potrafią być duszący, ale bywały momenty, gdy wydawało się, że tej grze brakuje tej przytłaczającej siły, która zmuszałaby mnie do pośpiechu i robienia rzeczy, które inaczej delikatnie bym zaplanował. Ostatecznie wiele z tych zarzutów jest dość trywialnych i doceniam to, co Capcom chciał osiągnąć przez podział na akcję i horror, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że powinno to być bardziej jedno albo drugie przez cały czas.
Z bardziej pozytywnej strony warto poświęcić czas na ponowne podkreślenie silnika RE, który nadal pozostaje jednym z najbardziej imponujących technologicznych dzieł świata gier. Capcom potrafi sprawić, by ten silnik działał w różnych seriach, a efekt końcowy jest zazwyczaj oszałamiający i skuteczny, a Requiem jest tylko najnowszym przykładem. Ta gra jest niesamowicie ładna i gra się na PS5 jak marzenie. Oprawa wizualna i wydajność są na najwyższym poziomie, a ja napotkałem tylko jeden zauważalny błąd – bardzo, bardzo drobny błąd wizualny, gdy pas strzelby praktycznie ustawił się w pozycji T i stał prosto. Poza tym moje doświadczenie z Requiem było bezbłędne.
Krótko mówiąc, Requiem to doskonała gra horrorowa, ale to, jak bardzo ją kochasz, może zależeć od tego, do jakiej szkoły myślenia należysz w przypadku gier Resident Evil jako całości. Uwielbiam Leona jako bohatera, ale chciałbym, żeby Grace dostała trochę więcej uwagi i żeby Capcom dał nam trochę więcej z klasycznych poziomów w stylu Metroidvania, które wymagają rozwiązywania zagadek i kreatywnych sposobów na postęp. Bardziej podział 60-40 między Grace a Leonem idealnie by mi odpowiadał, ale rozumiem też, że wielu fanów RE4 doceni dokładnie to, jak Requiem jest skonstruowane i jak odpowiada im za idealny sposób na stworzenie tytułu w tej serii. Znów, to trywialne krytyki w szerszym kontekście.
Niezależnie od tego, na jakim poziomie stoisz, niezależnie od tego, jak wybredny potrafisz być w kwestii formuły Resident Evil, jest bardzo, bardzo jasne, że Resident Evil Requiem to genialna i zapadająca w pamięć gra horrorowa, dobrze skonstruowany najnowszy rozdział, który sprawi, że fani będą niecierpliwi na to, co Capcom przygotuje w kolejnej przygodzie. Jest dopiero luty, a my już mamy kilka znakomitych horrorów do docenienia, a przy najnowszej prodancji Capcomu jest bardzo duża szansa, że jeszcze w tym roku porozmawiamy o przygodzie Grace i Leona, gdy rozpocznie się cykl nagród, ponieważ to wspaniały tytuł, którego nie powinieneś i nie możesz przegapić. Brawo, Capcom, brawo.













