Moonlight Peaks
Mały Kurczak zamienia słońce na światło księżyca w tym nadprzyrodzonym symulatorze życia.
Choć nie zaprzeczę, że kategoria symulacji życia stała się ostatnio zbyt nasycona, to lubię też wracać do tego kawałka rynku co kilka miesięcy, by się odtruć i oddać sobie relaksującą i bezstresową rozgrywkę. Po wiosennym Pokémon Pokopia, to lato to cała historia Moonlight Peaks, a zasadniczo mówimy tu o dość tradycyjnym symulatorze życia z wyglądem przypominającym Fae Farm/My Sims, z twistem w postaci nadprzyrodzonej struktury, gdzie zamiast grać zwykłym człowiekiem, główną rolą jest wampir.
Nie mówimy tu o grze, w której gracz musi ssać krew mieszkańców pobliskich światów, by przeżyć, bo wiele makabrycznych elementów bycia wampirem zostaje zamiatanych pod dywan na rzecz bardziej romantyzowanych korzyści. Są nadprzyrodzone zdolności do opanowania (w tym przemiana w nietoperza), mistyczne zaklęcia do rzucania i warzenie mikstur, jest mnóstwo innych nadprzyrodzonych postaci do poznania i zaprzyjaźnienia się, w tym czarownice, wilkołaki i jasnowidze, a to wszystko do radzenia sobie z kilkoma słabościami wampirów, takimi jak niechęć do słońca, przez co wszystkie "codzienne" zadania są bardziej "noc w noc".
Tak, mówimy o znajomym projekcie symulatora życia pod wieloma względami i manierami, ale deweloper Little Chicken wprowadza kilka zmian, by wszystko wydawało się świeże. Obejmuje to także proszenie graczy o uprawę roślin, opiekę nad zwierzętami, przygotowywanie przepisów i warzywa, co wszystko ma nadprzyrodzony motyw. W zasadzie, zamiast tylko uprawiać ziemniaki i opiekować się krowami, będziesz musiał uprawiać winogrona krwi, opiekować się piekielnym kotkiem, zamieniać składniki w mikstury i nieznane soki, wszystko po to, by zdobyć środki na zakup nowego inwentarza i nasion, zwiększyć dochody i w innych przypadkach "żyć z tłuszczu ziemi".
Trzeba oddać Little Chicken uznanie za wdrożenie systemów ekspresji graczy, bo jest tam szeroki wybór przedmiotów do zbudowania i kupienia oraz roślin do uprawy, by uczynić swoje upiorne gospodarstwo własnym. Są tu świetne relacje do rozwijania z ciekawymi i unikalnymi mieszkańcami, zabawne aktywności poboczne, które wypełniają czas, czy to wędkowanie, czy gra w kartę Nockturna, a wszystko to w małym świecie oferującym godną podziwu głębię. A jednak nic z tego nie zmienia faktu, że Moonlight Peaks boryka się z tymi samymi problemami, z jakimi często mierzą się wszystkie gry z gatunku life-sim.
Po pierwsze, faza otwierająca jest dość brutalna i powtarzalna. Przez pierwszy miesiąc gry spędzasz noce wykonując nudne i nudne zadania, czy to rąbając drewno, czy ścinając chwasty, a jednocześnie niemal nie czerpiesz realnego zwrotu z chęci budowania relacji z mieszkańcami. Budowanie fundamentów finansowych do rozwoju jest trudne, i choć muszę przyznać Moonlight Peaks za to, że nie poprowadzają cię za rękę i nie pozwalają sam to rozgryźć, niektóre ceny ulepszeń mogą wydawać się nieosiągalne, co oznacza, że niektóre kluczowe mechaniki i funkcje są zamknięte na dłuższy czas. Dotyczy to także zwierząt gospodarskich, gdzie będziesz potrzebować kosztownego ulepszenia domu w postaci stodoły, zanim będziesz mógł kupić zwierzęta, a naturalnie, bez zwierząt gospodarskich, wiele podstawowych składników do gotowania i rękodzieła odpada. Chodzi o to, że wiele gier symulatorskich życia jest skonstruowanych tak, że wdrożenie i pierwsze kilka godzin jest dość męczych i płaskich, a Moonlight Peaks wpada w tę pułapkę.
Podobnie, nie jestem wielkim fanem systemu wytrzymałości w grze. Na każdą noc już jest przypisany limit czasowy, gdzie gdy wzejdzie słońce, natychmiast teleportujesz się z powrotem do trumny, by zakończyć dzień, dlatego nie sądzę, żeby było potrzebne oferować system wytrzymałości, który dodatkowo ogranicza twoje nocne akcje, chyba że masz pod ręką odpowiednią ilość jedzenia, by uzupełnić ten wskaźnik. To kolejna wada w całym symulatorze życia, gdzie to ograniczenie moim zdaniem nie ma większego znaczenia, zwłaszcza gdy pętla noc po nocy jest tak rygorystyczna jak w Moonlight Peaks.
Ale znowu, mimo każdej z pułapek symulatora życia, w które wpada, Moonlight Peaks radzi sobie też z wieloma innymi. Kierownictwo artystyczne i styl są piękne, z mnóstwem kolorów i kreatywnych opcji. W tej grze jest mnóstwo głębi mechanicznej, różnorodnych sekretów do odkrycia i rozgryzienia, ciekawych mieszkańców do poznania, a także główna fabuła w centrum gry, która dostarcza dodatkowego tła i lore o tym, jak twoja postać i jej rodzina są powiązani z tą uroczą społecznością. Czy byłoby lepiej, gdyby dialogi były w pełni dubbingowane? Bez wątpienia. Ale zasadniczo działa tak, jak jest, więc nie będę tego więcej krytykował.
Krótko mówiąc, choć Moonlight Peaks niewiele kwestionuje dynamikę gatunku life-sim, to, co Little Chicken stworzył w tej grze, jest na tyle zabawne i urocze, że przyciąga cię do powrotu po więcej. Jest znajomy i może miejscami trochę bezpieczny, ale działa i dobrze odczuwa większość podstaw, a tak czy inaczej, Moonlight Peaks jest wystarczającym sukcesem w moich oczach.






