Carmageddon: Rogue Shift
Najnowsza odsłona klasycznej serii walki samochodowej rozbija się prosto o ścianę z niedopracowaną egzekucją.
Carmageddon (Stainless Games, 1997) wciąż żyje w pamięci wielu osób, dzięki brutalnej akcji i pokręconemu poczuciu humoru. Na przestrzeni lat podjęto kilka prób przywrócenia unikalnego rodzaju pojazdowego chaosu, ale żadna nie zdołała odzyskać magii oryginału. Minęła prawie dekada od ostatniej próby rebootu, a teraz 34BigThings rzuca własny kapelusz z Carmageddon: Rogue Shift.
Promocyjne materiały gry mówią o apokalipsie zombie i śmiertelnym motoryzacyjnym krwawym sporcie, ale w praktyce ta "historia" to zaledwie kilka komiksowych paneli pokazujących samochody pędzące przez pustynię. Główną nagrodą jest bilet na rakietę uciekająca z umierającej Ziemi. W Rogue Shift zostajesz wrzucony za kierownicę bez żadnych ceremonii. Gra opiera się na samodzielnych wyścigach, w których musisz znaleźć się w pierwszej trójce, aby awansować. Wydarzenia średniej klasy wymagają bezpośredniego zwycięstwa, a starcia z bossami dają limit czasu na zniszczenie głównego celu. Dostępnych jest tylko kilka liniowych tras, z kilkoma skrótami, które są zbyt agresywnie wykorzystywane w wyścigach i wyzwaniach.
Wyścigi rozgrywają się z luźnej perspektywy trzeciej osoby. Masz gaz, hamulec, ręczny i okazjonalne doładowanie nitro. Poza samym zwycięstwem, rozbijanie przeciwników to ważna część rozgrywki. W związku z tym jesteś wyposażony w broń palną i boczny atak "taran" do walki w zwarciu. Amunicja i zestawy naprawcze są rzadkie, więc będziesz je zbierać z rozrzuconych po torze skrzyń z zapasami. Otoczenie pozwala też uruchamiać zagrożenia, by sabotować rywali, choć równie często świat sabotuje cię hordami zombie i ogromnymi potworami wchodzącymi na twoją drogę.
Fizyka jazdy plasuje się zdecydowanie na terenie tanich automatów arcade. Samochody ślizgają się jakby były na lodzie, a trudno ocenić, kiedy przejechałeś za sterowne, aż nagle zaczniesz się poślizgać. Luźne prowadzenie pogarsza agresywnie oczywista sztuczna inteligencja "gumowa taśma". Uderz w ścianę, a stado jest łatwe do złapania; Spróbuj jechać czysto, a one przylegają do zderzaka jak klej. Nawet przy perfekcyjnych liniach i stałym nitro przeciwnicy przelatują dalej, jakby grawitacja nie działała. Od czasu do czasu niektóre pojawiają się nawet przed tobą, co jest co najwyżej dziwne, a w najgorszym wypadku irytujące.
Carmageddon: Rogue Shift jest celowo surowa. Zgodnie ze strukturą roguelite, gra oczekuje, że przegrasz, by zacząć się pętla postępu. Jeśli przegapicie cel lub zniszczycie samochód, wracacie do samego początku. Jedynym pocieszeniem jest to, że każda rozgrywka przynosi walutę, którą możesz wydać na nowe samochody, broń i bonusy, by poprawić swoje szanse następnym razem. Pętla szybko staje się frustrująca, zwłaszcza gdy spędziłeś godzinę w przejściu, by stracić wszystko. System rozgałęzionych tras pozwala wybierać między kilkoma typami wydarzeń, ale przy tak małej liczbie torów w rotacji powtarzanie się szybko zaczyna.
Pod względem wizualnym gra skupia się na estetyce komiksowej, animowanej kreskówki. Kontrastowy, dynamiczny wygląd pasuje do szalonego tempa, a otoczenie jest na tyle szczegółowe, by wydawać się żywe. Efekty świetlne są używane obficie, co sprawia, że szkoda, że gra nie obsługuje HDR. To dokładnie taki tytuł, który by na tym skorzystał. Biorąc pod uwagę, że oryginalny Carmageddon opierał się na fizyce zniszczeń, aż wręcz żenujące, jak płasko wydaje się Rogue Shift w porównaniu. Fizyka jest minimalistyczna i lekka. Najbardziej rzucającym się w oczy przykładem jest rozbijanie tłumów zombie: nie spowalniają twojego samochodu, nie podskakują i ledwo są czymś więcej niż kartonowymi wycinankami rozpryskującymi się o szybę. Wyglądają nawet jak kartonowe wycinanki... Na plus, same modele pojazdów są szczegółowe, a gra działa płynnie na Xbox Series X przy minimalnym ładowaniu.
Dźwięk jest przyzwoity, ale generyczny, warczenie silnika, metalowe stukoty i odpowiednio chaotyczny pejzaż dźwiękowy do wyścigów demolek pełnych nieumarłych. Ścieżka dźwiękowa to głównie szorstkie metalowe shredingi, co pasuje do tematu, ale nie sprawia, że jest przyjemniejsza, zwłaszcza gdy te same utwory zapętlają się obok tych samych powtórzonych tras.
Jak się obawiałem, Carmageddon: Rogue Shift ostatecznie staje się lekkim, zapomnianym wyścigiem, który poza nazwą niewiele łączy z oryginałem. Ludzie przechodowie, a nawet ikoniczne krowy, zniknęli, zastąpione przez zombie, które ledwo wpływają na rozgrywkę. Struktura roguelite zmusza cię do powtarzania tej samej maleńkiej kolekcji utworów w kółko, odbierając resztki radości, jakie mógł dać bezmyślny chaos. Odblokowywanie i ulepszanie nowych atrakcji daje krótki przysmak zainteresowania, ale cały pakiet szybko się wyczerpuje. Przynajmniej fani oryginalnego Carmageddon powinni trzymać się z daleka.




