Cape Fear (2026)
Javier Bardem, Amy Adams i Patrick Wilson prowadzą tę wciągającą adaptację serii popularnych thrillerów/powieści.
Możesz być już trochę zmęczony historią Cape Fear, bo była już dwukrotnie opowiedziana teatralnie, a materiałem źródłowym jest szeroko znana książka "The Executioners". To właśnie dlatego decyzja Apple TV o remake'u Cape Fear jest trochę dziwnym wyborem, ale też niezwykle przekonującym, ponieważ w tej wersji otrzymujemy coś zupełnie unikalnego niż wcześniej. To nie jest projekt pełnometrażowy, raczej mówimy o 10 odcinkach telewizji, które bez problemu przekraczają dziewięć godzin czasu trwania, co oznacza, że choć znasz wydarzenia Cape Fear, nigdy nie były one przedstawione ani eksplorowane w takiej głębi na ekranie.
I właśnie tutaj pojawia się największe pytanie, a może i punkt sporny całej serii. Czy Apple TV Cape Fear utrzyma intensywną presję i thrillerowy charakter, którego ta historia potrzebuje przez tak długi czas? Czy potrafi trzymać cię na krawędzi fotela, czy sprawia, że ciągle zastanawiasz się, co się dzieje, a co nie, czy rozwój postaci może być skutecznie rozciągnięty na tak długi czas? Odpowiedź jest nieco bardziej złożona niż proste tak lub nie, ponieważ Cape Fear ma jedne z najlepszych indywidualnych odcinków telewizyjnych, jakie widziałem w tym roku, ale też te bardziej stagnacyjne, co ostatecznie prowadzi do serialu o wyjątkowych szczytach i średnich upadkach.
Otwierający odcinek Cape Fear to niezwykły thriller telewizyjny. Szybko stawia fundamenty i wprowadza wszechstronną obsadę postaci, poruszając ich motywacje i to, co ich łączy, bez zbędnych zbędnych elementów. Wszystko to podczas ciągłego drażnienia i wprowadzania sceny dla bohatera wieczoru, antagonisty Javiera Bardema, Maxa Cady'ego, który stopniowo ujawnia się widzowi niemal jak ksenomorf z Obcego, z tajemniczą aurą i kreatywną decyzją, by nigdy nie pokazywać twarzy postaci ani nie widzieć jej dialogu aż do końcowych etapów pierwszego odcinka. To naprawdę wciągająca telewizja wyznacza precedens dla serialu, który mógłby być jednym z absolutnie najlepszych, ale być może ten fantastyczny start odbywa się też kosztem zbyt wysokich oczekiwań.
Kolejne odcinki dalej rozplątują narrację, ale w taki sposób, że presja, dreszczyk emocji, a nawet czynnik strachu są niemal nieobecne. To, coCape Fear tak genialnie udało się osiągnąć w pierwszej godzinie, niemal odsuwa na bok na rzecz bardziej tradycyjnego i podstawowego dramatu, gdzie przebłyski nadziei (a raczej ciemności) wciąż pochodzą od Cady'ego granego przez Bardema i tego, jak nieustannie dręczy rodzinę Bowdenów lub nie, w tym Annę Amy Adams, Toma Patricka Wilsona, Natalie gra Lily Collias, oraz Luke'a granego przez Maxa Matterna. Kolejne kilka odcinków to nie jest zła telewizja, ale nie dorównuje otwierającemu, który sprawi, że włosy staną dęba, a po plecach przejdzie nieprzyjemny dreszcz.
Ale potem akcja wraca i mamy do zobaczenia serię odcinków, w których thrillerowy charakter, a nawet horrorowe podteksty wychodzą na pierwszy plan, a udręczanie Cady'ego i to, jak wykorzystuje szerszą obsadę, by uczynić życie Bowdenów piekłem, okazuje się niezwykle wyjątkowym sposobem na wywołanie dyskomfortu u widza, nawet jeśli zaczynasz też mieć wrażenie, że pod powierzchnią kryją się bardziej wątpliwe moralne zasady otaczające idealnych i honorowych Gang Bowdenów. Malia Pyles na przykład daje zdumiewającą kreację jako zmartwiona młoda kobieta, która bez wątpienia zostawi wrażenie...
Chodzi o to, że Cape Fear ma kilka problemów z tempem na początku. Nie jest to łatwe i nie udaje mu się utrzymać doskonałych wzlotów, które może osiągnąć, co nie byłoby tak dużym problemem, gdyby upadki zajmowały mniej czasu. Na początku sezonu pojawiają się całe odcinki, w których zaczynasz tracić trochę zainteresowania, mimo znakomitej aktorskiej umiejętności tej najwyższej klasy obsady, z główną trójką Bardem, Adams i Wilson, która świetnie się pojawia na ekranie.
Ale niezależnie od tych potknięć, reszta Cape Fear to naprawdę fantastyczna telewizja, a twórca Nick Antosca wykonał godną pochwały pracę, biorąc materiał źródłowy, który wcześniej wymagał dwugodzinnych adaptacji, i przeciągając go ponad czterokrotnie dłużej. Czy skorzystałoby na tym, że był o kilka godzin krótszy, może zmniejszając liczbę odcinków do ośmiu? Bez wątpienia. Ale jednocześnie, gdy historia zaczyna nabierać tempa, presja i napięcie stają się tak przytłaczające, że niemal duszące, pozostawiając widza niekontrolowanie sfrustrowanym wydarzeniami rozgrywającymi się na jego oczach. Technika Cady do dręczenia Bowdenów staje się tak pokręcona i oczywista, a jednak wydaje się, że większość postaci drugoplanowych jest nieświadoma, co sprawia, że widz jest tak zaangażowany i niekomfortowy, widząc to na żywo, emocję to potęguje się, gdy Bowdenowie zaczynają podejmować pochopne i wątpliwe decyzje, które jeszcze bardziej ich narażają. Fascynujące jest to, jakie emocje ten serial potrafi wywołać, a niedawnym i podobnym przykładem tak pokręconego opowiadania historii jest Severance.
Więc znów, może przydałoby się krótsze i mniej niedociągniętego na początku, ale biorąc pod uwagę wiele bzdur, które dziś są popularne i nazywane rozrywką, Cape Fear bez wątpienia odnosi sukces i kolejny hit dla Apple TV i jego wyjątkowego portfolio telewizyjnego. Nie zawiedziesz się tym thrillerem.




