Avatar: Frontiers of Pandora - Z popiołów
Trzecie rozszerzenie tytułu Massive zawierało treści związane z trzecim filmem Jamesa Camerona i dodało widok z trzeciej osoby, ale czy warto?
Avatarmania powróciła do naszego życia, choć trzeci film Jamesa Camerona, Avatar: Ogień i popiół, mógł nie wywołać takiego emocjonalnego wpływu jak Droga wody, ponieważ minęły tylko trzy lata od premiery tego sequela do tego filmu. Nie spotkał się też z entuzjastycznym przyjęciem krytyków, ale ostatecznie liczą się wyniki kasowe, a Avatar 3 przekroczył światową barierę 1 miliarda dolarów przed końcem roku.
A przy takim wydarzeniu naturalne jest, że Ubisoft i Massive Entertainment chcieli dać graczom Avatar: Frontiers of Pandora wyjątkową ekspansję. Avatar: Frontiers of Pandora - From the Ashes nie przenosi nas do nowego obszaru słynnego obcego księżyca, gdzie mieszkają Na'vi, lecz nadaje jej otoczeniu i postaciom nowy twist, by zanurzyć nas w mrocznej narracji, która pojawiła się w tej serii. I, na dobre czy na złe, udało się to.
From the Ashes to dodatek do treści z bardzo konkretnymi i jasnymi celami: Pandora stała się ognistym polem bitwy, a Na'vi ponownie stają naprzeciw ludzi z RDA, tym razem wspieranych przez członków własnego gatunku, klanu Mangkwan (znanego również jako Klan Popioł), nowych antagonistów wprowadzonych również w filmie. From the Ashes nie łamie kanonu Avatar: Ogień i popiół, lecz go rozwija i pokazuje zmagania Na'vi w innej części Pandory, nie tracąc przy tym z oczu tego, co dzieje się na ekranie kinowym.
To, co tu dominuje, to walka, przewyższająca jakikolwiek inny styl gry z podstawowej gry czy poprzednich dodatków. W rzeczywistości nie kontrolujemy już energicznego, ale wciąż emocjonalnego protagonisty Sarentu (From the Ashes, nawiasem mówiąc, ujawnia kanoniczne imię tego protagonisty z podstawowej gry), lecz ponurego i bardziej zahartowanego wojownika So'leka, Na'vi dręczonego konfliktem i stratą, który szuka swojego miejsca wśród Arahane oraz tego, co pozostało z klanu Sarentu i ludzkiego ruchu oporu na zachodniej granicy. So'lek uważa się za wyrzutka wśród własnego gatunku, oddanego wojnie z ludźmi używającymi ich broni i metod, i ma kilka sztuczek w zanadrzu, które oferują znacznie więcej sposobów na walkę z RDA i ich sojusznikami Mangkwan w Kinglor Forest, jedynym obszarze, który będziemy eksplorować w DLC. Trochę mi przykro, że tracę ten immersyjny dotyk eksplorowania każdego zakątka z ciekawością, ale prawdą jest, że tutaj już nie ma na to miejsca. Ta zmiana zawiera także znacznie mroczniejszą narrację, nawet w duchu najczystszych Na'vi, którzy widzą, jak ich sposób życia od niepamiętnych czasów nie tylko się zmienił, ale może nigdy w pełni się nie odbudować. To przesłanie, które uderza mocno i przebija się w każdym dialogu i scenie filmowej misji i interludiów.
So'lek jest wojownikiem i stopniowo, po wyjściu z porażki na początku historii, poszerza swój arsenał broni, zarówno Na'vi, jak i ludzkiej, zdobywając jednocześnie nowe modyfikacje od Klanu Popiołu, który działa tu jako bossowie i mini-bossowie tego obszaru, zazwyczaj powiązany z jednym z łańcuchów misji. Nie ma zbyt wielu nowych broni, choć pojawiły się nowe rodzaje amunicji i granatów. Nowością jest jego styl walki. Jest agresywny i bezpośredni, ma wiele różnych animacji do eliminowania ludzi, pancerza AMP i robotów Cerberus. Posiada także Zmysł Wojownika, zdolność pozwalającą mu wejść w stan wściekłości, w którym na krótki czas staje się jeszcze bardziej śmiertelny. Od początku ma też swojego niezawodnego ikrana, Ileya, co natychmiast otwiera ruch na większości terytorium ekspansji.
So'lek jest wojownikiem i ocalałym, ale spalona ziemia nie jest najlepszym miejscem na znalezienie mchu, włókien czy innych organicznych materiałów do ulepszenia wyposażenia, więc ta część doświadczenia Na'vi została pominięta. Wciąż ważne jest, by ulepszać ekwipunek, ale prawie nigdy nie musisz zbaczać z drogi między walkami, by szukać materiałów. W schronie zawsze będziesz mieć amunicję i strzały, a jedzenie to wciąż mile widziany bonus, ale nie jest niezbędny.
Walcz, i to dużo. RDA zainstalowało nową sieć placówek, centrów dowodzenia i obiektów, by eksploatować naturalne zasoby Pandory, i znów to od nas zależy, by zniszczyć je wszystkie, jeden po drugim, według tej samej "formuły Far Cry" co w oryginale. Teraz możesz uczynić to trochę bardziej rozrywkowym, dzięki innemu ważnemu dodatkowi, który pojawił się w Frontiers of Pandora wraz z premierą From the Ashes: widokiem z perspektywy trzeciej osoby. To drobna zmiana, jeśli grałeś już w podstawową wersję (którą, nawiasem mówiąc, potrzebujesz, by zacząć ten DLC), ale na pewno otworzy grę dla wielu graczy, którzy wolą widok od tyłu, co bardzo przypomina mi Space Marine II.
Jeszcze raz najmniej imponującym aspektem gry, która ma po prostu doskonałe elementy wizualne i dźwiękowe (muzyka zapiera dech w piersiach w każdej chwili, a Pandora, nawet w płomieniach, ma dzikie piękno), to przytłaczająca liczba błędów, irytujących i czasem irytujących, które tu występują. Massive (albo Ubisoft) powinni byli poświęcić czas na poprawę błędów przed wydaniem, ale nawet teraz, prawie trzy tygodnie po premierze, wciąż pojawiają się błędy, które wyrzucają cię z gry na PS5, co jest dość poważne i sprawia, że oceniam tę zawartość mniej entuzjastycznie, niż powinienem.
Mimo to From the Ashes rozszerza doświadczenie Frontiers of Pandora o wystarczającą ilość treści, by uzasadnić zakup, a także rozszerza narrację trzeciego filmu. Miejmy nadzieję, że to nie koniec Sarentu i ich historii w grach wideo, a Cameron zarobi wystarczająco dużo na kasach, by zamówić czwarty film, który uzasadni nową podróż przez Granice Pandory.













