Abigail
Duet reżyserów stojących za "Ready or Not" robi wszystko, co w ich mocy, aby zarówno przestraszyć, jak i wywołać śmiech z pomocą dziesięcioletniego wampira.
"Pieprzyć to pieprzone gówno i pieprzyć się, kurwa. Pieprzyć! Kurwa, to jest zamknięte, jestem przejebany, a ten pieprzony wampir kurwa urwie mi pieprzoną głowę. Podejrzewam, że dialogi w horrorze Abigail zostały napisane w ramach zakładu. Założę się, że nie da się upchnąć 2000 "fucków" w scenariuszu i zlecić jego wyprodukowanie i opublikowanie w Hollywood! Zakład przyjęty. Chodźmy, kurwa, kurwa! Abigail narodził się.
Każdy, kto widział zwiastun, wie prawie dokładnie, o czym jest ten film i co się wydarzy, aż do samego końca. Banda nieudanych złodziei otrzymuje zlecenie od bogatego potentata, aby porwać dziesięcioletnią dziewczynkę, córkę budzącego postrach szefa gangsterów, i przetransportować ją do rezydencji na wsi, gdzie będą pilnować dziecka przez 24 godziny. Bułka z masłem! Niestety, okazuje się, że dziewczynka jest jednym z najstarszych i najbardziej brutalnych wampirów na świecie, a gdy złodzieje tracą czujność, zdejmują obcisłe skórzane kurtki i zaczynają połykać darmowy alkohol, nadszedł czas, aby Abigail ujawniła swoją prawdziwą naturę. "Pieprzyć to pieprzone gówno wampirów! Zamierzam kurwa umrzeć w tej kurwa zamkniętej pieprzonej rezydencji przez pieprzoną baletnicę, pieprzonego wampira. To jest tak kurewsko popieprzone, że aż szalone!"
Podoba mi się niedoceniany gorefest duetu reżyserskiego Olpin-Gilette Ready or Not. To zabawna, szybka, niestabilna perełka kina klasy B, przesiąknięta krwią i pokręconymi relacjami rodzinnymi. Nie podoba mi się jednak ich niezdarna próba wskrzeszenia Scream (wyreżyserowali część piątą i szóstą) i naprawdę nie podoba mi się Abigail. Podstawowy pomysł na bandę bezwzględnych złodziei z drugiej ręki, którzy poznają smak własnego lekarstwa w postaci mięsożernego wampira ubranego w baletowy mundurek dziesięciolatka. Mogło być mrocznie, śmiesznie, krwawo i dziwacznie w taki sam sposób jak Ready or Not, ale trochę gorzej. Ale tak nie jest. Bohaterowie są tak cienki jak papier w swoich stereotypowych osobowościach, że szybko staje się to zarówno przewidywalne, jak i przede wszystkim głupie. Gra aktorska jest żałosna, a dreszczyk emocji związany z byciem ściganym korytarzami bogatej i eleganckiej rezydencji jest całkowicie nieobecny. W większości przypadków jest to po prostu boleśnie złe i nudne.
Jedyne, co faktycznie działa w tym wiotkim, leniwym, głupim filmie, to ilość krwi, która wystrzeliwuje z rozrywanych ciał pod koniec. To jak fontanna krwi w ofercie i w ponurym kontraście do raczej bezkrwawo-przygnębiającej godziny otwarcia, mówimy tutaj o 200 litrach ciemnoczerwonej krwi, która maluje ściany jak nic innego, a pod koniec całkowicie zalewa nią aktorów. To właśnie tutaj, przez krótką, krótką chwilę, Abigail jest tak zabawna, jak powinna być z pierwszej klatki. Ale w tej chwili chodzi głównie o niewykorzystany potencjał i 2,000 wtrąconych "fucków".



